Sen: zapis automatyczny

Sen: zapis automatyczny

Nagle jakoś ważne staje się: przyznać się do samej siebie.

Znalazłam swój sen. Z 8 stycznia. Jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy zdążyłam go sobie zapisać. I aż się zachłysnęłam, czytając, bo wróciła mi pamięć i widzę, pamiętam siebie w tym śnie, pamiętam zmiany, swój bezwład i szaloną jazdę korytarzem, plamy z buraczków, resoraki jak lentilki w błocie, bezbrzeżnie szeroką panoramę na koniec i uczucie ulgi, największe.

—————————————————————————————————————————–

Masa sprzątania na kolanach
Samochodziki papiery śmieci
Szłam zrobić kawę
Wszystkim
Chciało mi sie kochać
Cieszyłam się z chłopaka którego miałam
Mieliśmy się kochać
Wcześniej impreza
Duża
Niesamowita dziewczynka bardzo miła trochę chora i kot pies który mnie popychał nosem do przodu po podłodze
I na wsi to było i siostra i nie mogłam wyjść jej pożegnać bo miałam za ciasną koszulkę nocną a chciałam się szybko przebrać ale zdążyłam
I trochę szpital bo dziewczynka tam była
I ta impreza była w czymś co było na wsi i szpitalem

A wcześniej jakiś zamek chyba i wielka impreza

Ogólne poczucie uczestnictwa w wielkiej imprezie
Konieczności sprzątania wielkiego bałaganu
Radość z posprzątania i widok prawie pustej czystej sali
Rzeczy poskładane
Zostały 3 małe plamki bałaganu z buraczków
A bałagan był ogromny taki że to był nieprzejezdny teren i wszyscy utknęli bo między prawdziwymi samochodami powtykano masę małych resoraków i utknęły w błocie w cukrze a wystarczyło je pozbierać i nagle wyczyściło się wszystko prawie

 

fot: Logan by Oli McAvoy 2012

Wydobycie głosu, dotyku, działania

Wydobycie głosu, dotyku, działania

Od początku roku występuję w ilościach wybitnie śladowych. Wydobywam starannie: głos, dotyk, działanie, każdy okruch. Rudy justynianu :-). Wiem, że solidne złoża są już blisko, ostatnio prawie przebiłam się do pokładów miłości, takiej nieuwarunkowanej i nieukierunkowanej, którą odczuwa się jako niezwykle silną i dobrą energię wewnętrzną, a nie tęsknotę czy stratę.

Rozpracowuję swój problem, i ta kopalnia będzie do zalania: od lat jestem uzależniona od smutku, bo daje mi emocje równie silne jak miłość.

Ale co z tego, że od dłuższego czasu znam swoje problemy, wiem, jak mają na imię, jeśli nie mogłam tak po prostu napisać sobie zmiany. Czułam to coraz dobitniej: przez ostatnie tygodnie nie pasowały do mnie żadne słowa. Nie mogłam się nimi najeść, nic nie powodowały, niczego nie uruchamiały, nie napędzały do kolejnych działań. Nie były mną ani moim życiem.

Kilkanaście dni temu za radą Przyjaciółki przestawiłam się na rzeczy robione rękami, nie głową. Jest ich ciągle mało i są bardzo proste, ale zaczęłam je robić, jaki odpoczynek! I jaka energia, robienie rękami to jest dopiero energia!

Rozpoznanie zatem nic się nie zmieniło: zaistnieć może tylko to, co zrobię. Więc robię, nie tylko myślę o robieniu. Podejmuję decyzje i wyzwania, nie tylko myślę o ich podjęciu. Działam, dokładam starań. Żeby dodać sobie animuszu, zabieram się za zupełnie nowe rzeczy, żeby poczuć chociażby drobną ekscytację, a nie uporczywość powtarzalnej codzienności, daję sobie z czymś radę, oglądam zrobione. Zachęcam samą siebie, żeby zrobić kolejne, bo już pamiętam, co się wtedy czuje: radość. Bardzo w brzuchu. Napędzam dynamo, żeby świecić własnym światłem i wzmacniam delikatną strefę swoich wpływów. Stała opieka nad sobą.

Taki styczeń, ptasio lekkie ślady na śniegu, bez brnięcia, zaznaczam drobne punkty linią, żeby zmienić wzór, w jaki samą siebie układam.

 

 

 

 

Obraz: Wilhelm Sasnal, Wokalistka

Te wszystkie rzeczy, których powstanie zależy tylko ode mnie

Te wszystkie rzeczy, których powstanie zależy tylko ode mnie

Przez większość życia byłam nieobecna.

Wróciłam do siebie jako wieloletnia emigrantka wewnętrzna i rozpakowuję. Z zaskoczeniem oglądam to, co mnie dotąd w miarę urządzało, stare meble, ściółka sprzed sezonów, jeden język wstecz, spóźniona jak większość tutejszych kobiet o całe jedno pokolenie, polszczyzna-och-nie-uda-ci-się.

Te wszystkie rzeczy, których powstanie zależy tylko ode mnie – boję się ich. Nadal. Ale czuwam nad sobą, trenerka niezupełnej bezradności, uczę się akceptować własny lęk i słabość, wyjaśniam sobie, że życie nie jest pasmem moich sukcesów, tylko migotaniem pomiędzy klęskami, najważniejsze: niech mi to nie przeszkadza w życiu.

Ja, ta pełna lęku malarka pustego obrazu, śmieszna z tak długo uniesionym pędzlem. Z największym wysiłkiem robię obrys, kontur. Wypełniam po drobnym kawałku. Z trudem oswajam samodzielne powoływanie rzeczywistości do istnienia. Powstają niezbyt ładne szkice. Jest nieidealnie. Brodzę w nieskończonym, podpisując wszystko z przedrostkiem [możliwość-].

Ale jestem kliszą, która zawiera wszystko, co potrzebne, muszę się tylko wywołać. I chociaż nie wychodzę z ciemni na byle pierwsze zawołanie, a procedura jest więcej niż żmudna, ważne, aby ją powtarzać.

Wydaje się tu u mnie coraz surowsze rozporządzenia losu, więc nie jest to najlżejszy grudzień w moim życiu. Powtarzam sobie jednak: najwięcej szkody wyrządziła mi moja długotrwała nieobecność, podczas gdy u innych był już ich własny kacper, melchior i baltazar, na corocznym odnawianiu przyjścia. Ludzie odrastają, gdy zrobią drobny remont światła, a we mnie stale coś dogasało, może miałam za mało uczuć dla samej siebie? Teraz kocham wiernie samą siebie. Kocham nawet-taką. I tak, we wszystkim własnym muszę wziąć udział, już nie stenotypistka ani sekundantka, nie lokaj, nie coś w tle, co wybucha brakiem, muszę być w sobie samej osobiście, zostać.

Kłopot być może brał się stąd, że niepewna własnej wartości, wyspecjalizowałam się w byciu lustrem cudzych oczekiwań, szło mi tak wspaniale, że aż nie byłam w stanie dać już niczego więcej, śliwka wyjedzona w środku przez osy. Dlatego własna prośba o większą samodzielność, potrzebę niebycia pod cudze dyktando, opór – zaprowadziła mnie z powrotem do siebie, z siebie się nie wraca, dom jest właśnie tutaj.

Odrosło mi trochę własne zdanie. Codziennie boję się, że to coś zbyt małego, że przetrwa tylko jeden wieczór, ale chyba jednak zostanie na dłużej, nienajgorzej po zupełnej pustce. Robię sobie test lubienia, wykrywam miejsca, w których nie jest mi wszystko jedno, ani zrób-jak-tobie-wygodniej. To dopiero jest lawina porzuceń siebie. Odławiam lubienie.

Wyjmuję też latami trzymane w mailach wiersze, wysyłane do siebie ważne zdania i połyskliwe widoki, podszewka własnego widzenia, ponawiam kontakt z samą sobą.

Kto wie, może z czasem wrócą mi marzenia.

[Porcelana by Mélanie Bourget]
Trzymam się naprawdę blisko siebie

Trzymam się naprawdę blisko siebie

Przyniosłam się sobie w prezencie. Nic nie było łatwe w tym ostatnim roku, nic też nie było dla mnie. Nawet ja. Musiałam się ponownie dostrzec w tłumie, musiałam ze sobą dość długo pogadać, musiałam się w sobie choć trochę zakochać, przynajmniej na tyle, żeby móc ze sobą jeść, mieszkać. Musiałam usunąć to nieznośne omijanie samej siebie wzrokiem. Musiałam ze sobą zostać.

Zostałam.

Życzę sobie wszystkiego, co moje. I żebym tego nie przeoczyła i nie zmarnowała.

Grafika jest nieprzypadkowa, przysłana w najgorszej chwili tego roku przez Joannę Karpowicz, którą kocham, lubię, szanuję, uwielbiam. Jestem swoim Anubisem, trzymam się w ramionach, jestem swoją własną ochroną, swoim dresem i swoim dobrym duchem, jestem swoją kucharką i swoją opiekunką, swoją kuratorką na warunkowym zwolnieniu z wyuczonej bezradności, jestem swoją poetką i jestem swoją drugą połową, jestem swoja. Mam się.

 

Pestka

Pestka

Łapię się każdego błękitu.
Wszystko to po prostu pestka, z której kiedyś będzie nowa wiosna.

Drobne diody

Drobne diody

Dzisiaj podłączam drobne diody wprost do końcówki nerwów. Powinnam dać pełne zanurzenie w rzeczywistość, ale to za parę godzin. Jeszcze mnie przez chwilę w niczym tutejszym nie ma, od niczego nie zależę, niczemu nie jestem poddana, tak, wiem, zaraz się o mnie upomną, pójdę wszystko oddać, wykonam, ale ta ostatnia jak co tydzień niedziela musiała się odbyć poza granicą wytrzymałości, i oczywiście że wrócę, zawsze wracam, jeszcze tylko szybki spacer po bezcłowy alkohol i prasę, wysokie obcasy, czarny szew rajstop na łydce, wrócę, ale jeszcze przez chwilę nie otworzę zupełnie nikomu