_________________________________________

Kiedy, przy niechętnej asekuracji sprzętu literaturystycznego, wyruszam na poszukiwanie tekstowej kobiecości, okazuje się, że kobieta wydarza się na wiele literackich sposobów, podejrzanie prywatnych i fikcyjnych zarazem. A ty jesteś egipska królowa/ jak miód słodka i mądra jak sowa/ a ja jestem dla Ciebie jak światło. Wszystko, co określa , jest cudze, nie należące – do niej, nie należące – się jej. Możliwości działania sprowadzają się do lawirowania między znakami z napisem takie kobiece, zaś ruch ku znaczeniu odbywa się, niezgodnie z prawami fizyki, po stronie biernej.

Kobieta opisywana robi ściśle określone rzeczy. Jest cały słownik, który dostała od kultury w posagu. Są tam sukienki i spódniczki, zmysłowa bielizna, egzaltacja i koronkowe chusteczki, wzruszająca codzienność drobnej przepierki. Rozpaczliwe wzywanie domowych posiłków. Rajstopy grube i ze szwem. Jedwab, nylon, bawełna. Flanela i barchan. Ażurowe wspomnienia. Przepisy kulinarne. Żurek na zakwasie. Pończochy. Żylaki. Wysokie obcasy. Hiszpański bucik. Torcik hiszpański. Gwarantowane konstytucją pozycje w zawodowej kamasutrze. Udawana satysfakcja. Wyuczony zawód miłosny. Kuchenna zazdrostka. Miłostka sypialniana. Łzy szczęścia. Urządzanie domu. Izba porodowa, izba czeladna, salon. Podwyższona ciepłota ciała w czasie owulacji. W tubylczym języku przydziałowa końcówka gramatyczna „-a”. Sopran. Alt. Chrypka niższych aspiracji. Wyzywające zachowanie. Czułostkowość. Zmienne nastroje. Słabość do zdrobnień. Mydlenie oczu. Tuszowanie rzęs. Łatanie budżetu. Nienaganna figura retoryczna. Honorowe miejsce przy toaletce kultury i sztuki.

Kiedy tekst buduje historię kobiecą, chce, ażeby, jak wszystkie inne, trwała w pamięci. Architektura tekstu musi być więc solidna, podwaliny historii wsparte na prawdzie o kobiecie. Dziewczynka z Zapałkami zagląda przez okno do historii możliwych, cicha i pokornego serca. Ten i ów całuje ją w rękę: szacunek dla fabuły wyklucza jakiekolwiek zmiany. Wszystko identycznie trwałe jak numer telefonu na pudełku

Nawet jeśli kobieta próbuje wymusić wierność opisu, wciąż posłuszna jest słownikowi. I tak, w walce o kobiecość, towar promowany na rynku, odważna do bólu narracja upomina się o rodzaj żeński. Sprawa jest głośna, wpisano ją na publiczną wokandę, toczy się w sądach moralnych i estetycznych, jak wszystkie historie – niespiesznie, jak wszystkie obracane w ustach słowa – okrągła, niby niezapomniane pierwsze jabłko, padające niedaleko od drzewa poznania. Wyrokiem losu Wielki Brat oddaje połowę słownika Wielkiej Siostrze. Jednak ciągle mieszkają razem.

Kobieta, która chce wykorzystać tekst dla siebie, robi to zupełnie inaczej. Używa narracji, żeby oddzielić się od opowiadanej historii. Prawdziwie kobieca historia jest nauką niepamiętania. Wy-powiedzeniem, które daje się niechcianym wspomnieniom. Wy-powiedzeniem fikcji. Rzeczy, zdarzenia, całe kawałki świata, w miarę jak nabierają słów w usta, odchodzą w niepamięć, ulotne jak język, niewłaściwe, nie takie same – jak to, co jest. Tekst wydaje się na pastwę losu w miejsce kobiety, która może spokojnie odejść, lekka i wolna od historii. W tekście pozostają bełkotliwe, niestaranne prawdy. Chropowata obsesyjność języka nie pozwala się w nim rozgościć. Jeśli język jest pamięcią, to monologie wy-powiadane, dalekie krewne monologu wypowiedzianego, są próbą zatrzymania tego, co poprzez język pamięta się samo, próbą zatrzymania muzycznej fali falsyfikacji, odwrócenia jej przeciwko niej samej.

Takie jest Przegryźć dżdżownicę Katarzyny Grocholi, takie jest Paris – London – Dachau Agnieszki Drotkiewicz, taki jest mój własny Dziennik frazeologiczny. Swą wirtuozerską realizację monologia znajduje w Pianistce Elfriede Jelinek.

Żeby przerwać samoopowiadającą się historię, kobieta kładzie się w poprzek słów, które były tu wcześniej od niej i żądają posłuszeństwa. Umyka przed stałymi związkami frazeologicznymi, w których jest taka kobieca. Środowisko nie jest neutralne. Gramatycznie kobiecy tekst, niczym papierek lakmusowy, wykazuje istnienie obowiązujących zasad. Tu wszystko jest reglamentowane, także opowiadana historia. Suum cuique. Trzeba być niesłychanie ostrożnym, kobietę zdradza nawet imię. To bowiem raczej przezwisko: decyduje o tym, jak zostanie przyjęta w świecie, wróży rozpoznanie. Jedyne, co pozostaje kobiecie, to emigracja z języka, ucieczka od systemu nerwowego. Nacięcie żyletką blizny po Odyseuszu.

Monologia zakłóca budowanie pamięci, jest implozją języka. Podkłada doń lubiany w towarzystwie ładunek kobiecości po to, by zdetonować dyskurs. Kobiecość opresyjna wyrzuca z siebie historię. Liryka zwrotu do adresata jest tutaj liryką zwrotu do nadawcy, liryką nie doręczoną nigdy. Długie listy nazwisk, raporty z oblężonej świadomości, notatki na skraju załamania nerwowego pochłania niszczarka monologii.

Boska afazja dyskursu. Zemsta ręki kobiecej.

Słychać arogancki stukot obcasów, szuranie zniszczonych pantofli, skromną orkiestrację zamierającej buty. Nikt nie powiedział, że powrót z odwiecznej wojny płci będzie triumfalny. Żadnych zmian na mapie świata. Zabiegu usunięcia brzemiennej w skutki opowieści nie widać przecież.