Andrzej Sosnowski, Nouvelles impressions d’Amerique, Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi, a ja nie dotykam istoty sprawy.

Nie mam narzędzi do demontażu tych wierszy, tak, aby stworzyć giełdowy indeks możliwych trybów ich odczytań. Moich narzędzi jakiś cwaniak użył do zrobienia swojej poezji. Czytanie bez narzędzi nie daje zaś żadnego sensu o przedłużonej trwałości, myślę, ku swemu zatrwożeniu, zanim jeszcze pozwolę sobie na (taki niezawodowy?) zachwyt. Pilna potrzeba rozliczenia się z sensów naddanych, z jakiejś semantycznej superaty, jaką dają wiersze Sosnowskiego podczas interpretacyjnej inwentaryzacji, została wchłonięta przez tekst interpretowany: on już ten mój rachunek zachciankowy podrabia i zawiera. Interpretacja jest oczywiście możliwa, kurtuazyjnie przychyla się do naszych próśb i feblików poeta, wszelako nie znajdzie się ona wyżej tekstu; nie będzie wiecznej chwały i notki w encyklopedii dla deszyfratorów przenośnej enigmy, bo też ta poezja demaskuje właśnie obecność szyfrów, upublicznia kody, piętrzone przez użytkowników systemu językowego, obśmiewając przy tym naszą słabość do czytania ze zrozumieniem. Wyjście z domu niewoli, poza przestrzeń kodu, porozumiewanie się – to sprowadzenie języka do możliwie uproszczonej postaci, obopólna zgoda na tautologię. Triumfalnie odnajdywany klucz do sensu, maszyna deszyfrująca na licencji poeticae pozwala bowiem co najwyżej wrócić do kodu wspólnego dla uczestników jakiejś umowy społecznej, kodu, w jakim potrafimy mówić do rzeczy. Jest to powrót i jest to ulga, ale nic ponadto. Szczęściem, rzeczy są na tyle dobrze opisane, że słowa brzmią znajomo, chyba żeby je powtórzyć jakąś nieznośną ilość razy, wówczas zbyt skwapliwa reprodukcja sensu budzi podejrzliwość; razi sprawna mechanika systemu, gryzie nienaganna powiadalność języka.

I mówię odtąd tylko jako literaturystka: dobrze jest wyjechać ze swoim językiem. Daleko, w zupełnie inny język – język opisu wszystkich Stanów. Tak żeby własny język został sam, bez odsyłaczy i przydzielonej komisyjnie ochrony czystości. Bez moherowej nitki łączącej z obowiązkiem narodowo-chrześcijańskim. Bez szkolnej higienistki, która dezynfekuje metafory, gdy szczególnie ranią zdrowy rozsądek, i opatruje każdą jałowym komentarzem.

Kiedy język zostaje sam i rzeczy nie są już gwarantowane, można się wziąć za wyrób nowych.

Potem wystarczy uruchomić z gruntu podejrzaną turystykę, transkontynentalną kolej rzeczy, lubianą przez moje Biuro ze względu na jej nieoficjalny charakter (nikt tam nie akceptuje kart honorowanych gdzie indziej). Być wewnątrz świata to, jak wykazuje inspekcja metafor, być nieustannie wewnątrz wiersza, wewnątrz języka. Nasza obecność prowadzi tam do nagłych spięć; rzeczy chcą być przedmiotami naszego pożądania. Z krótkiej walki o dominację wywiązuje się struktura, kartografia, mglisty zarys pojęć: język bez skrępowania oznacza całe swoje terytorium, przez zaniechanie mówienia. Wszystko, co znajduje wyraz w języku, świat następnie wysyła do nas jako powiadomienie o sobie, nawet jeśli jego sens jest zaskakująco mało dosłowny. Teksty Sosnowskiego opowiadają ten świat powiadomień, świat, który obstaje przy tym, że jest całością trwalszą niż ze spiżu, a dowody istnienia gromadzi w tekturowych teczkach, do których z lubością odsyła wiernych czytelników.

Taki świat umieszcza w obiegu sporą ilość opinii, punktów, not bankowych, kuponów do odcinania i znaków jakości, całą tę szarą strefę pośrednictwa między rzeczą a słowem, która decyduje o bieżącym kursie znaczeń; gra na giełdzie nigdy nie wydawała się bardziej ekscytująca. Można więc bez większego problemu inwestować w wybrany obraz świata, chociaż ryzyko jest spore, jak zawsze gdy chodzi o fikcyjne nieruchomości.

„Każda rzecz powinna kosztować tyle, ile słowo w tym telegramie. Dopiero wówczas udałoby się ustalić związek między rzeczą i słowem”, czytamy w Nouvelles impressions d’Amerique. W tomiku Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi, trzymam paragon fiskalny i studiuję łącznie. Będzie 17 zł i udziały w prywatnej katachrezie, co daje się odliczyć od rzeczywistości. Której zresztą w księgarni nie dołączono.