…………………………………………………………………………………………………………………

………….. a jeśli nagle, na środku chodnika, na kawiarnianym stole, w trawie znajdę zadrukowaną kartkę, którą ktoś porzucił? Co z nią zrobię? Albo może: jakie obowiązywały mnie będą procedury postępowania? Czy nie trzeba najpierw dobrze jej się przyjrzeć? Wygładzić zadarte brzegi, obejrzeć pod światło, jak przypadkowo wyprany banknot, obejrzeć pod kątem ocalałej wartości, obejrzeć pod presją systemu papierów wartościowych? Czy nie należy dokonać błyskawicznej wyceny? Tak, aby rozpoznać ewentualny nominał i ustalić obowiązujący kurs wymiany na sens?

Komunikacja międzyludzka tworzy słowa, by zdeponować w nich wartość, czyli prawdę o sobie i świecie. Używa słów, by móc wymieniać się tą wartością, przenosić ją na większe odległości, przestrzenne i czasowe.

Tekst literacki pozwala wartość zazdrośnie kumulować, wykorzystuje wszakże słowo pochodzące z komunikacji pragmatycznej do własnych celów, do prawdziwego zmyślenia. Nigdy ten paradoks nie uderzał bardziej. Prawdziwe zmyślenie. Historia, która nie miała miejsca, a zatem ani też czasu, ani bohatera, ale jednak przebiegła – przez naszą myśl, kiedyśmy ją czytali. Słowa sugerują prawdę. Nie potrafią inaczej. Do tego zostały stworzone. Można co najwyżej próbować pozbawić tekst asercji, ale zabieg ten, nieustannie ponawiany w metafikcyjnej literaturze, zawsze kończy się niepowodzeniem. Ktokolwiek powie, że coś jest, opatruje już tekst kwalifikatorem prawdziwości.

 

Dla narratora realizm stanowi moment, w którym staremu hochsztaplerowi trafia się posada bankiera. W wyrabianym przezeń tekście depozyt zaczynają składać osoby powszechnie szanowane, kupiec bławatny Wokulski, Rastignac, Emma Bovary, Anna Karenina. W obiegu znajduje się uczciwa, prawdziwa fikcja, powoli tworzą się podwaliny umowy społecznej, która zezwala na obrót papierami sygnowanymi przez powszechnie uznaną instytucję, jaką jest ogół, a narrator żyje z procentów. Popłaca nie złoto milczenia, ani srebro mowy, ale drukowanie stosów trudnych do podrobienia kartek z wprasowaną nitką zdań orzekających prawdę o świecie. Realność dostaje część udziałów w interesie. Gloria. Ostatnie chwile zbiorowej wiary w to, że matryca może produkować oryginał.

Na nieszczęście dla wszechwiedzących narratorów, nowoczesny świat przestaje być czytelny. Nieaktualne encyklopedie butwieją w domowych biblioteczkach, zapisywane skrupulatnie historie zaczynają żyć na własny rachunek, z którego, z braku środków wyrazu rzeczywistości, nie da się wiarygodnie podjąć żadnego z dawnych wątków. Wojny i wielkie kryzysy zaufania nieuchronnie przyspieszają dewaluację tekstu, ale nikt nie ma dość siły, aby całkowicie wycofać go z obiegu. Konieczność dodrukowywania kolejnych kartek w poszukiwaniu utraconej wartości powołuje na świat Fałszerzy.

Tekst Fałszerzy przypomina wstęgę Möbiusa. Zawodzi tu rozróżnienie na płaszczyznę narracji i płaszczyznę opowiadania. Tekst splata je w jedną całość i pozbawia tym samym swego rodzaju znaków wodnych, jak fałszywy banknot. Fałszerze są zatem tekstem po denominacji, ale niemożliwym do wycofania z obiegu, gdyż, paradoksalnie, – nie ma już innych tekstów. Najwyższa wartość nowoczesnego tekstu zdeponowana jest w zdaniach, o których powiemy, że są jak prawdziwe. Ich fałszowaną każdorazowo prawdę weźmiemy za dobrą monetę.

Fałszerstwo ujawnia więc wstydliwą prawdę: papier prawdziwego i podrobionego banknotu powieści palony jest tym samym pragnieniem przypisania sobie nie posiadanej nigdy wartości. Umowność obiegu wyklucza jakąkolwiek kontrolę, pozwalając różnym tekstom funkcjonować na tych samych prawach depozytariusza prawdy i wykonawcy ostatniej woli podmiotu czynności twórczych.

Powieść nowoczesna niekiedy zdegustowana jest faktem, ze nie da się wyłączyć/ wykluczyć referencji. Że nawet metaliterackie znaki ostrzegawcze nie podkreślają na czerwono fikcyjnych partii tekstu, być może dlatego, ze tekst fikcji nie zawiera w sobie żadnych znaków dystynktywnych, jest napisany w ten sam sposób, za pomocą tej samej czcionki, z wyczuwalnym podobieństwem powieściowej dykcji tak w partiach narracyjnych, tak w partiach fabularnych. Że ujawnienie fałszerstwa ostatecznie nakazuje wycofać z obiegu nie pojęcie fikcji, ale prawdy, zwątpić nie w wartość falsyfikatu, ale w istnienie oryginału.

Powieść milknie – w pół słowa, gdyż wychodzi na jaw doskonałe fałszerstwo, jakiego sama pada ofiarą, kiedy nieuczciwy narrator doprowadza do bankructwa dawnych wierzycieli. Na stronie coraz głośniej mówi się o nierozstrzygalności tekstu, której trzeba się poddać, której nie można nie ulec.

Jesteś tym, który pisze i który jest pisany.”

Wystarczy teraz, że podrzucę sobie tę kartkę, żeby za chwilę znaleźć ją na chodniku, na kawiarnianym stole, w trawie, już na niej nadrukowana, napisana, jak się jej przyglądam, wygładzam zadarte brzegi, oglądam pod światło jak przypadkowo wyprany banknot, oglądam pod kątem ocalałej wartości, oglądam pod presją systemu papierów wartościowych, jak dokonuję błyskawicznej wyceny, tak, aby rozpoznać ewentualny nominał i ustalić obowiązujący kurs wymiany na sens…………………………………………………………………………………………