Przyniosłam się sobie w prezencie. Nic nie było łatwe w tym ostatnim roku, nic też nie było dla mnie. Nawet ja. Musiałam się ponownie dostrzec w tłumie, musiałam ze sobą dość długo pogadać, musiałam się w sobie choć trochę zakochać, przynajmniej na tyle, żeby móc ze sobą jeść, mieszkać. Musiałam usunąć to nieznośne omijanie samej siebie wzrokiem. Musiałam ze sobą zostać.

Zostałam.

Życzę sobie wszystkiego, co moje. I żebym tego nie przeoczyła i nie zmarnowała.

Grafika jest nieprzypadkowa, przysłana w najgorszej chwili tego roku przez Joannę Karpowicz, którą kocham, lubię, szanuję, uwielbiam. Jestem swoim Anubisem, trzymam się w ramionach, jestem swoją własną ochroną, swoim dresem i swoim dobrym duchem, jestem swoją kucharką i swoją opiekunką, swoją kuratorką na warunkowym zwolnieniu z wyuczonej bezradności, jestem swoją poetką i jestem swoją drugą połową, jestem swoja. Mam się.